poniedziałek, 13 stycznia 2014

Zamknięte kopalnie wiedzy

Kiedy weszłam do ogromnej auli domu opieki społecznej, pierwsze, co zobaczyłam, to morze wózków inwalidzkich, zajętych krzeseł i udręczonych spojrzeń. Pod sam sufit wzbijały się starcze głosy śpiewające kolędy – niektórzy zapomnieli małe fragmenty, inni całe zwrotki, część milczała, ale reszta śpiewała i sprawiało im to przyjemność. Gdy w końcu usiadłam razem z resztą muzyków (z rodziny) naprzeciwko starszych ludzi, którzy ciągle śpiewali, natychmiast zrozumiałam, co będzie naszym dzisiejszym zadaniem numer jeden. Z drugiej strony nie mogłam przestać myśleć o ich sytuacji. Wtedy też zaczęły nasuwać się pierwsze refleksje.
Tak wyglądała sala domu opieki społecznej tuż przed Mszą Świętą. Przyjechaliśmy zagrać po góralsku starszym ludziom, którzy zostali tam oddani, często zapomniani, rzadziej odwiedzani, czekający na swój koniec. Tyle oczu, które widziały najróżniejsze rzeczy… Tyle wiedzy i życiowych mądrości. Jestem pewna, że wielu z nich pamiętało II wojnę światową. Tyle kopalni wiedzy zamkniętych w ośrodku, któremu kilkanaście uśmiechniętych pielęgniarek starało się nadać kolorów. Kopalnie wiedzy, doświadczenia życiowego… Teraz czekające na TEN DZIEŃ. Niewysłuchane, zamknięte w swoim świecie trzęsących się dłoni, rozbieganego spojrzenia lub absolutnej ciszy.
Natychmiast nasunęła mi się na myśl pewna książka. Gwiazd naszych wina opowiada o przemijaniu; o tym, co po nas zostanie (teoretycznie nic), jak wpływamy na ludzkie życie i na środowisko, czym ono jest, jakie są definicje śmierci, kiedy zostaniemy zapomniani… Od tych ludzi tyle moglibyśmy się dowiedzieć! Część z nich mogłaby opowiedzieć najróżniejsze historie z dawnych czasów, znaleźliby się też tacy, którzy swoje wspomnienia odesłali w niepamięć. Niektórzy w szufladach wciąż trzymali kotwice, które łączyły ich z dawnym życiem. Wujek mojego taty, który teraz tam się znajduje, dalej ma przy sobie przedwojenną piszczałkę. Kiedyś nawet chciał z nami zagrać na niej, ale pamięć i starcze dłonie nie pozwoliły mu na to.
Kochamy małe dzieci, bo są takie słodkie, niewinne i dopiero pojawiły się na świecie. Kochamy drugiego człowieka, jesteśmy szczęśliwi i zapominamy o świecie. Ale rzadziej mamy szacunek do starszych, którzy są ogromnymi kopalniami wiedzy – każdej wiedzy. Często możemy pomyśleć „On/ona jest stara, czasy są inne, ich mądrości nie są aktualne” albo „Co on/ona tam wie o życiu!”. Jakże mylne są te stwierdzenia! Oni ujrzeli więcej świata niż my. Może niektórzy na starość mają okropne charaktery, ale musimy się uzbroić w cierpliwość. Kiedyś i my się zestarzejemy. Znów będziemy potrzebowali maksimum uwagi i troski. Będziemy jak dzieci, tylko zapomnimy czym były zabawki.
Patrząc w oczy tych ludzi przysięgłam sobie, że teraz zawsze będę słuchać rodziców. Oni mają najwięcej racji, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi – znajomych, przyjaciół... Mało tego, wkrótce po graniu w domu opieki społecznej sama się o tym przekonałam. Zawsze ostrzegali mnie przed przyjaciółmi, popierali swoje racje argumentami z życia wziętymi, ale ja zawsze machałam na to ręką i robiłam to, co było według mnie słuszne. Żyłam chwilą, tym co tu i teraz, ufałam, zwierzałam się, przychodziłam z pomocą, słuchałam i starałam się dopomóc. „Kiedyś ci to wypomni”. Przekonałam się, oj, i to bardzo.
Nie lubimy, kiedy babcia narzeka, że jesteśmy za lekko ubrani. Najwięcej jęczymy wtedy, gdy dokłada nam jedzenia mówiąc, że za mało jemy i jesteśmy tacy chudzi. „Anorektyczka!”. „Masz całe krzyże odsłonięte!”, „Jak ci nie zimno w takich butach?”, „A gdzie ty masz czapkę?!”. I zaczyna się „W moich czasach…”. „W twoich czasach było tak, ale teraz jest inaczej” odpowiadamy. Jakże mylnie. Jennifer A. Nielsen powiedziała „Czasy są zawsze trudne (…). Zmieniają się tylko przyczyny problemów” (Fałszywy książę, str. 384). I w każdych czasach mądrości naszych dziadków i rodziców są aktualne.
Tak niewiele kosztuje nas poświęcenie kilku minut dla dziadków. Czymże jest krótka rozmowa na tle codziennych obowiązków i przyjemności? Zawsze można się dowiedzieć czegoś nowego, mądrego, ciekawego. Ja osobiście uwielbiam wysłuchiwać opowieści babci i dziadka o ich młodości. Czasami chciałabym urodzić się w ich czasach. Pewnie pomyślicie, że łatwo tak powiedzieć, ale z drugiej strony realia były zupełnie inne. Wcześniej ludzie byli bardziej otwarci, odwiedzali się wzajemnie, nie byli zamknięci w elektronicznych klatkach, uzależnieni od komputerów i telefonów. Wcześniej ludzie w młodym wieku spotykali się na ogromnych ogniskach, spędzali ze sobą mnóstwo czasu… Kiedy chłopak chciał chodzić z dziewczyną musiał zostać zaakceptowany przez jej rodziców (czytaj: surowy wzrok ojca). Może wydać się to głupie, niemodne i dziwne, ale ja nadal stosuję się do tamtych zasad.
Stare fotografie, opowieści dziadków o tamtych czasach, obserwowanie ich twarzy, kiedy przypominają sobie wspólne zabawy, potańcówki, spotkania ze znajomymi, tyle wysłanych listów… W powietrzu unosi się zapach wspomnień i starości.
Dlatego korzystajmy z kopalni wiedzy, dopóki nie zostaną zamknięte przez czas.

4 komentarze:

  1. To już drugie spotkanie z tymi ludźmi i myślę, że refleksje wciąż pozostają takie same. Uśmiech na ich twarzach potrafił dodać skrzydeł ; ) świetne nawiązanie do "Gwiazd naszych wina"!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. chciałabym napisać tu coś konstruktywnego, i w ogóle wnoszącego coś. ale chyba nie mam co, powiedziałaś już wszystko. genialny post.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, Layla, nie wiedziałam, że podczas naszych występów masz takie przemyślenia (; niemniej jednak, ci ludzie wiedzą więcej na niektóre tematy niż my, młodzi razem wzięci. A post oczywiście świetny!

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń
  4. Lepiej dbać o dziadków i spędzać z nimi czas póki się jeszcze ich ma.

    OdpowiedzUsuń