wtorek, 24 czerwca 2014

Rządowy fail



Ostatni tydzień pokazał nam w jakim państwie żyjemy. Drogie dania, ciekawe interesy, „murzyńskość”, opinia o sojuszu polsko-amerykańskim, akcja ABW (Agencji Bez Walizki) i konferencje prasowe – to obrazek aktualnego rządu naszego szanownego, kochanego kraju rządzonego przez powaloną partię Donalda Tuska. Kraj piękny pod wodzą bandy kolesiów, tudzież kretynów – kretynów chroniących swoje stanowiska i trzymających się ich jak ostatniej deski ratunku. Piękna afera po niedawnych obchodach 25 lat „wolności”, prawda? Mam nadzieję, że jest ona początkiem wielkiego końca tego całego cyrku, stodoły i błazenady. Wstyd, panie Tusku, wstyd.

sobota, 14 czerwca 2014

Światowy sprzeciw



Mundial… Wszyscy się cieszą. Impreza wyczekiwana od czterech lat, wielkie święto fanów piłki nożnej, rozrywka dla miłośników. Nagle wszyscy kochają piłkę nożną, chcą grać i cieszą się z międzynarodowej imprezy. Teraz Brazylia jest w centrum zainteresowania, ludzie zjeżdżają się tam, aby obejrzeć mecze, kibicować… Ale jak jest naprawdę – o tym wie niewiele osób.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

A jeśli jutro nie nadejdzie?

     Mam wielkie plany, chcę wiele osiągnąć. Jestem młody, dopiero zaczynam moją wędrówkę przez swoje życie. Moje wielkie plany to w większości nierealne marzenia, z którymi nic nie robię by stały się choć trochę realne. Czuję ciągły lęk przed pokazaniem innym moich pomysłów, że ktoś inny wykorzysta moje myśli, a ja zostanę zapomniany. Ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? A jeśli jutro nie nadejdzie?
     Mój młody duch, moje złe chęci osiągnięcia sukcesu i trzymania asa w rękawie sprawiają, że moje asy nigdy nie ujrzą światła słonecznego. Nie boję się wyśmiania, to aż dziwne, że jeśli chodzi o to co wymyślam, to nigdy nie myślę "to głupi pomysł". Nie chce by inni wykorzystywali moje pomysły nie wspominając, ze są one moje...Ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? A jeśli jutro nie nadejdzie?

czwartek, 27 marca 2014

Sens życia

Znów jedynka ze sprawdzianu, będzie kolejna wojna w domu. Tym razem rodzice nie dadzą ci żyć, nie po tym, jak obiecałeś, że dostaniesz pięć. Wymarzone studia? O tak, byłoby wprost cudownie dostać się na nie, ale nie dostałeś się – nie masz szans. Marzenia idą gdzieś. Przyjaciel przestał się z Tobą pokłócił – nie byle jaki. Znacie się już dwanaście lat. W dodatku na odchodnym oskarżył Cię o coś, czego nigdy nie zrobiłeś. Że niby odbiłeś mu dziewczynę? Co on sobie myśli?! Przecież masz swoją, jesteście w związku kupę czasu, po co miałbyś mu odbijać kobietę? Ale „on wie lepiej”. Tyle lat znajomości poszło na marne, te wszystkie wasze rytuały jak pizza w pierwszy dzień wakacji lub słuchanie starych zespołów w niedzielne wieczory… Nawet nie walczysz, bo straciłeś nadzieję.

środa, 26 lutego 2014

Dyskryminacja?!

Tryliard razy wyrażałam swoje niezadowolenie na temat dzisiejszego świata. Najchętniej urodziłabym się gdzieś w połowie XIX wieku, ewentualnie na początku XX. Taaak, kolejne pokolenie też będzie się wyrażać negatywnie o „swoich czasach”, mówiąc, że woleliby się urodzić w „naszych czasach”. Pewnie pomyślicie, że jestem naprawdę głupia, skoro wolałabym żyć w czasie zaborów lub I wojny światowej, i po części przyznaję Wam rację, ale czasami zazdroszczę tamtym ludziom (znów moje chore myślenie), że oni nie przeżywają kryzysu rodziny, Kościoła, patriotyzmu i nie są świadkami ludzkiej głupoty. Oni przeżyli najstraszniejsze piekło na ziemi, ale umieli chwycić za broń i walczyć. A teraz? Co się dzieje z ludźmi, którzy chcą żyć według tamtych zasad? Co się dzieje z ludźmi, którzy nie chcą dołączać do modnego dzisiaj nurtu myślowego i życiowego? W naturze każdego Polaka leży ciągłe narzekanie – niezależnie od tego, czy jest dobrze, czy źle. Sytuacja nabiera innych barw, kiedy pewne rzeczy wymykają się spod kontroli i nie da się wtedy powiedzieć „Ech, znowu narzekasz”. Właśnie o nich chcę dzisiaj powiedzieć.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Autosugestia...

     Jak zwykle nie mogę wymyślić wstępu. Zawsze mam ten sam ciągle powtarzający się problem.
      Z kilkanaście godzin temu, przebywając w pewnym miejscu przypomniało mi się coś bardzo ciekawego. Otóż będąc małym dzieckiem chciałem mieć nadprzyrodzone moce, być bohaterem lub złoczyńcom (zawsze zależy kto patrzy). Dokładnie chciałem mieć jedną moc, którą uznałem za mającą największy sens. Choć jako dzieciak nie rozumiałem wielu rzeczy (jak np. że grawitacja i magnetyzm nie idą w koniecznej parze) uznałem, że najlepsza będzie moc elektryczności. Czemu tak myślałem? Pewnie wielu z Was wybrałoby niewidzialność, zatrzymywanie czasu lub efekciarskie władanie płomieniami. Ja chciałem mieć to wszystko, przy jednoczesnym nie byciu zbyt zuchwałym. Przecież każdy superbohater ma jedna super moc. Jak elektryczność miała mi dać to wszystko? Elektryczność jest zależna z magnetyzmem i w dużej mierze uważałem wtedy jeszcze, że i z grawitacją... przed gimnazjum byłem i przed prawdziwą fizyką. Dzięki "możliwości" zakrzywienia czasoprzestrzeni przez grawitacje mógłbym być niewidzialny i podróżować w czasie, znów przez samą grawitację, czy też przez wprawianie cząsteczek w drgania mógł władać płomieniami... dodatkowo wodą, czy powietrzem przez zwykłe zmiany wektora grawitacji. Miałem iście genialny plan na swoją moc... tak genialny, że mając jedną małą metalową kulkę próbowałem ją poruszyć siłą woli, oczywiście jak to ja, znudziłem się po kilku próbach i stwierdziłem, że się nie da. Gdyby się dało to by się poruszyła od razu lub coś, a nie próbowałem nawet tydzień. Ale nie tylko moje szybkie nudzenie się wszystkim zadecydowało o tym, stwierdziłem też, że jeśli mi się uda, to mogę zostać nazwany wariatem... I to właśnie mi się przypomniało dziś. Co byłoby gdybym próbował dalej? Czy w końcu ta kulka by się poruszyła? Szczerze uważam, iż tak.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Po prostu Polska

Każdy młody człowiek (już nie mówiąc o starszych od nas) zdaje sobie sprawę z naszej sytuacji w kraju. Bezrobocie, które nie pozwala prowadzić normalnego życia, szwankująca służba zdrowia (chociaż „szwankująca” to za mało powiedziane), polityczne boje maskujące apele szarych, nic nie znaczących Polaków to zaledwie wierzchołek góry problemów obywateli. Kiedyś w telewizji usłyszałam piękne słowa, które brzmiały „To wstyd mieszkać w państwie, w którym młodzi ludzie mówią, że za pracą pojadą za granicę”. Tak, to prawda, prawda tak straszna, że zmusza do myślenia. Sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się nad swoją przyszłością. Dodatkowo niedawno skończona lektura Szare śniegi Syberii również sprawiła, że moje myśli podążyły w tym kierunku, jednocześnie zahaczając o termin, który w dzisiejszym brutalnym świecie dawno został zapomniany – patriotyzm. Polska, przyszłość, patriotyzm…